Najcięższe kobiety świata?
Niech będzie kontrowersyjnie, a na pewno inaczej. Na stronie podejmującej temat odchudzania napiszę o…najcięższych kobietach świata, „najgrubszych” modelkach i stronach promujących „normalną” budowę ciała.
Zacznijmy od Pań stających w konkurencji gromadzenia największej ilości tłuszczyku. Wygra ten, kto będzie zajmował jeszcze więcej miejsca na kanapie. Liczą się fałdy tłuszczu, cellulit, charakterystycznie układająca się skóra, obfitość, przesada. Startować może każdy, na mecie znajdzie się jedynie ten, kto utyje tak, że nie będzie mógł o własnych siłach wstać z łóżka. Mycie, chodzenie, przygotowanie posiłków dla najgrubszych osób staje się niemożliwe. Tym zajmują się najbliżsi. Obfite kobiety mają skupić się na jednym: jedzeniu i tyciu.
Takie obfite, a mówiąc wprost – chorobliwej wielkości kształty – mają podniecać oraz wzbudzać pożądanie wśród panów, którzy motywują swoje kobiety, by jeszcze bardziej tyły. Mają jeść, przegryzać, ciągle trawić, a oni dumni z ich postępów, przynosić im coraz to nowsze przysmaki.
Liderka w wyścigu do tytułu…najcięższej
240 kilogramów to wynik, który udało się osiągnąć Amerykance Donnie Simpson. Kobieta ma 44 lat i chce przytyć jeszcze bardziej. To nie tylko jej pragnienie, ale wręcz marzenie. Dotychczas udało się jej osiągnąć tytuł najcięższej matki świata. Pod tym tytułem znajduje się w Księdze rekordów Guinnessa.
By zostać opisana jako najcięższa kobieta świata, jeszcze długa droga przed nią. Najcięższa kobieta świata waży 500 kilogramów. Pauline Potter jest tak otyła, że nie może samodzielnie się poruszać. Utrzymuje jednak, że jest szczęśliwa, ma udane życie intymne, mimo że jej partner waży kilka razy mniej niż ona (60 kg), a seks wymaga odpowiedniego ułożenie ciała kobiety (nad czym czuwa partner kobiety). To nie przeszkadza, by uprawiać seks raz dziennie, a czasami nawet kilka razy i dawać przyjemność kobiecie i mężczyźnie. Podobno.
Feedersi – wielbiciele obfitych kształtów
Feedersi to z angielskiego dokarmiacze, wypasacze, osoby, które preferują kobiety o wadze około 200-300 kilogramów. Można bez obaw napisać, że to minimum. Feedersi mają zaburzone preferencje seksualne, podnieca ich seks z grubymi, przesadnie otyłymi kobietami.
Swoje zadanie upatrują w utuczeniu partnerki. Przyrządzają im kaloryczne posiłki, podstawiają smakołyki pod nos. To, co ma najwięcej kalorii jest najlepsze. Słowo umiar i sytość w ich słowniku nie istnieją. W ten sposób kształtują sobie ideał kobiety.
Z najczęściej kilkakrotnie cięższymi kobietami uprawiają seks. Sami są stroną dominującą. Niemal równie dużą przyjemność co współżycie przynosi im spoglądanie na jedzącą kobietę (a widok ten często dla osób niemających ukrytych potrzeb seksualnych uznawany jest za mało atrakcyjny, a niekiedy nawet obrzydliwy).
Seksuolodzy feederyzm porównują do fetyszyzmu. W nim źródłem stymulacji staje się obfite ciało partnerki. Niestety predyspozycje te są czasami tak daleko zakrojone, że mogą powodować uwięzienie kobiety w jej własnym ciele.
Fan page nie dla chudzielców?
W internecie na popularnym portalu społecznościowym powstają strony, które pozwalają zaakceptować pulchną sylwetkę, a czasami nawet propagują taki wygląd, stawiając go nawet nad szczupłą (nie wychodzoną) sylwetką. W ten sposób stając po stronie niezbyt zdrowych tendencji.
Obok wielu dziwnych stron, którym nie warto poświęcać większej ilości uwagi, chciałabym napisać o tej, która pozwala zaakceptować zdrowe, choć niekoniecznie bardzo szczupłe, sylwetki. Przykładem słusznej idei może być na przykład profil „Kobieta to nie wieszak na ubrania”, które zostało zainspirowane życiem, a właściwie sytuacjami, kiedy kobiety o normalnych rozmiarach, ale w dzisiejszym świecie uważanymi za większe, wychodziły ze sklepu z kwitkiem i miną „należy się odchudzić”. Coraz więcej pojawia się również głosów, by nie odchudzać skrajnie modelek. By kobiety prezentowały odzież na wybiegach nie miały rozmiarów 34, ale te bliższe normom dojrzałych pań, a mianowicie 38-40.
„Grube” modelki na wybiegu
Zdaje się, że skorupa pęka i na sesjach znanych fotografów oraz na pokazach mody pojawiają się coraz częściej kobiety odbiegające od dotychczasowego wzoru pań prezentujących odzież, które mają rozmiar równy 34. Przykładem może być Crystal Renn, która miała swoje pięć minut w Vogue’u i Elle, a o której jest coraz głośniej. Crystal nosi rozmiar 42-44 i ma 23 lata, a pozowaniem zajmuje się już od ukończenia 13 roku życia.
Początki modelki były typowe dla tej branży. Gdy miała nieco ponad 12 lat usłyszała, że ma schudnąć. Z czasem czując coraz większą presję, kobieta ćwiczyła 8 godzin dziennie i jadła jedynie warzywa. Jednak po początkowych sukcesach, jej waga stała w miejscu. Po jakimś czasie się poddała i znowu przytyła do rozmiaru 38. To wykluczyło ją, przynajmniej na jakiś czas, z „normalnych” wybiegów.
Crystal poddała się. Zrozumiałą, że nie doścignie swoich koleżanek w fachu. Ponadto wzięła pod uwagę również swoje zdrowie, które podupadało na bardzo ograniczonej diecie. Od tej pory zaczęła robić karierę jako tak zwana modelka „plus”. To wystarczyło, by podbić świat mody. Crystl zaczęła być zapraszana przez wielu znanych projektantów i fotografów. Świat o niej usłyszał. Teraz dopiero robi prawdziwą karierę…
Related posts:


